• Autor:Lidia Lemaniak

Prawnik ostrzega ws. "małżeństw jednopłciowych". "Transkrypcja jest tylko pierwszym krokiem"

Dodano:
Mec. Rafał Dorosiński, Ordo Iuris Źródło: ordoiuris.pl
Środowiska LGBT zapowiadają otwarcie: "resztę wywalczymy w sądach". I to jest właściwy cel całej operacji. Transkrypcja sama w sobie jest tylko pierwszym krokiem – krokiem strategicznym, otwierającym front sądowy, na którym kolejne uprawnienia mają być wyrywane jedno po drugim – mówi DoRzeczy.pl mec. Rafał Dorosiński, członek zarządu Ordo Iuris.

Lidia Lemaniak, DoRzeczy.pl: Panie mecenasie, urzędy stanu cywilnego w Warszawie i Wrocławiu dokonały pierwszych w Polsce transkrypcji zagranicznych aktów "małżeństwa" osób tej samej płci. Wyjaśnijmy więc na początek czym właściwie jest transkrypcja aktu stanu cywilnego?

Rafał Dorosiński, członek zarządu Ordo Iuris: Transkrypcja to – jak stanowi ustawa – "wierne, literalne przeniesienie treści zagranicznego dokumentu stanu cywilnego do polskiego rejestru stanu cywilnego". Jest to czynność materialno-techniczna o charakterze deklaratoryjnym – nie kreuje ona nowego stanu prawnego, lecz odzwierciedla w polskim rejestrze zdarzenie już stwierdzone aktem zagranicznym. W jej wyniku powstaje jednak polski akt stanu cywilnego, który – jak wskazał Sąd Najwyższy – "odrywa się" od dokumentu pierwotnego i dalej funkcjonuje w polskim porządku prawnym niezależnie od jego losów. Z punktu widzenia obywatela ułatwia to posługiwanie się danymi przed polskimi organami administracji, bez konieczności każdorazowego tłumaczenia przysięgłego dokumentu zagranicznego.

Skąd zatem wzięły się dziś wokół tej instytucji takie kontrowersje?

Instytucja transkrypcji nie budziła większych wątpliwości i nie nastręczała trudności do czasu, gdy zaczęła być wykorzystywana przez osoby będące w związkach jednopłciowych. Kłopot pojawił się wtedy, kiedy w przedkładanym do transkrypcji akcie małżeństwa, zamiast kobiety i mężczyzny, widniały dwie osoby tej samej płci.

Czy polskie prawo przewiduje jakieś rozwiązanie na taką sytuację?

Tak, ustawa zawiera swego rodzaju bezpiecznik, którym jest zawarta w art. 107 ustawy Prawo o aktach stanu cywilnego klauzula porządku publicznego. Zobowiązuje ona kierownika Urzędu Stanu Cywilnego do odmowy dokonania transkrypcji aktu, który byłby sprzeczny z podstawowymi zasadami porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej. To powszechnie przyjęta w prawodawstwach różnych państw reguła, która chroni je przed stosowaniem rozwiązań stojących w sprzeczności z fundamentalnymi założeniami ich własnego porządku prawnego.

Na jakiej podstawie urzędnik miałby stwierdzić, że treść aktu jest sprzeczna z "podstawowymi zasadami porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej"?

O tym rozstrzyga sam art. 18 Konstytucji RP i jego umieszczenie w rozdziale pierwszym („Rzeczpospolita”) Konstytucji, zawierającym fundamentalne zasady ustroju Rzeczypospolitej. Przepis ten stanowi, że małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej. Pełni on – co potwierdza utrwalone orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego – co najmniej dwie funkcje: jest dyrektywą interpretacyjną dla wszystkich innych przepisów odnoszących się do małżeństwa oraz wyraża podstawową zasadę ustroju społecznego państwa. Sam Naczelny Sąd Administracyjny w uchwale siedmiu sędziów z 2 grudnia 2019 r. (II OPS 1/19) – wiążącej do dziś dla składów orzekających – wprost przesądził, że transkrypcja zagranicznego aktu „małżeństwa” dwóch osób tej samej płci jest niedopuszczalna właśnie ze względu na sprzeczność z art. 18 Konstytucji. Zasada komplementarności płciowej małżonków jest zatem niewątpliwie zasadą konstytucyjną – a tym samym mieści się w pojęciu "podstawowych zasad porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej", do których odsyła art. 107 pkt 3 Prawa o aktach stanu cywilnego. W tym stanie rzeczy kierownik USC nie ma wyboru – po prostu musi odmówić transkrypcji.

Premier, MSWiA oraz Ministerstwo Cyfryzacji powołują się jednak na wyrok TSUE z 25 listopada 2025 r. w sprawie C-713/23 (Cupriak-Trojan, Trojan przeciwko Wojewodzie Mazowieckiemu) oraz – wydany w jego wykonaniu – wyrok NSA z 20 marca 2026 r. (II OSK 216/21). Czy te wyroki rzeczywiście zmieniają coś w polskim porządku prawnym, jeśli chodzi o transkrypcję tzw. małżeństw jednopłciowych?

Wyrok TSUE zapadł ultra vires – z przekroczeniem kompetencji przyznanych Unii w Traktatach. I to nie jest moja opinia, lecz wniosek wyprowadzony wprost z tekstu prawa pierwotnego UE. Zgodnie z art. 5 ust. 2 Traktatu o Unii Europejskiej Unia działa wyłącznie w granicach kompetencji przyznanych jej przez państwa członkowskie, a wszelkie kompetencje nieprzyznane Unii należą do państw członkowskich. Katalog tych kompetencji wyznaczają art. 3 i 4 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej – i ani w nich, ani w żadnym innym akcie prawa pierwotnego UE materialne prawo małżeńskie i rodzinne nigdy nie zostało przekazane Unii. Co więcej, Trybunał Konstytucyjny już w wyroku akcesyjnym z 11 maja 2005 r. (sygn. K 18/04) – pod przewodnictwem prof. Safjana – uznał, że materia tożsamości małżeństwa należy do nieprzekazywalnego jądra suwerenności. Jakby tego było mało, TSUE oparł swoje rozstrzygnięcie na art. 7 i art. 21 ust. 1 Karty Praw Podstawowych UE – tak, jakby Protokołu nr 30 do Traktatu z Lizbony w ogóle nie było. A Protokół ten, dawniej zwany polsko-brytyjskim (po brexicie dotyczący wyłącznie Polski), stanowi integralną część prawa pierwotnego UE i w art. 1 ust. 1 wprost stanowi, że "Karta nie rozszerza zdolności Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (…) do uznania, że przepisy ustawowe, wykonawcze lub administracyjne, praktyki lub działania administracyjne Polski (…) są niezgodne z podstawowymi prawami, wolnościami i zasadami, które są w niej potwierdzone". Innymi słowy: TSUE zrobił dokładnie to, czego prawo pierwotne UE robić mu zakazuje. Była to więc czysta uzurpacja – przejaw aktywizmu sędziowskiego TSUE i, nie ukrywajmy, efekt sporego lobbingu środowisk LGBT. A skutek tego dla polskiego porządku prawnego jest dokładnie taki, jaki Trybunał Konstytucyjny opisał już w wyroku K 18/04, a potem potwierdził w sprawie K 3/21: akty instytucji UE wydane ultra vires nie są objęte zasadą pierwszeństwa prawa unijnego. Polskie organy państwa po prostu nie powinny ich stosować. Odpowiadając więc wprost na Pani pytanie: nie, te wyroki nie zmieniają i nie mogą zmienić polskiego porządku prawnego. Art. 18 Konstytucji obowiązuje w niezmienionym brzmieniu, art. 1 § 1 Kodeksu rodzinnego obowiązuje w niezmienionym brzmieniu, art. 107 pkt 3 Prawa o aktach stanu cywilnego obowiązuje w niezmienionym brzmieniu – żaden z nich nie został uchylony ani znowelizowany. Wyrok TSUE wydany ultra vires nie korzysta z zasady pierwszeństwa prawa unijnego, a wyrok NSA nie ma mocy prawotwórczej – w polskim systemie konstytucyjnym sądy nie stanowią prawa. Powstaje natomiast coś innego: stan dwoistości stosowania prawa. Litera ustawy mówi jedno, część organów państwa zaczyna postępować inaczej – i ta dwoistość jest realnym kosztem obu wyroków.

A jaką rolę odegrał tu sam Naczelny Sąd Administracyjny?

Zasadniczą. Gdy skarga na odmowę transkrypcji zawartego w Niemczech "małżeństwa" trafiła do NSA, ten zawiesił postępowanie i zadał pytanie do Luksemburga – ale zadał je w taki sposób, że już z samej treści tego pytania można było wyczytać, jakiej odpowiedzi oczekuje. W zapytaniu NSA pominął praktycznie całą linię orzeczniczą, która potwierdzałaby niemożność takiej transkrypcji – pomimo tego, że spoczywał na nim obowiązek rzetelnego i całościowego przedstawienia TSUE stanu prawnego i dorobku orzeczniczego w Polsce. Co więcej – NSA był zobowiązany wystąpić do składu siódemkowego NSA. W 2019 r. zapadła bowiem uchwała siedmiu sędziów NSA (II OPS 1/19), w której Sąd jednoznacznie stwierdził, że transkrypcja zagranicznego aktu "małżeństwa" dwóch osób tej samej płci jest sprzeczna z podstawowymi zasadami porządku prawnego RP i tym samym niedopuszczalna. Uchwała siódemkowa wiąże zwykłe składy NSA – wynika to wprost z art. 269 Prawa o postępowaniu przed sądami administracyjnymi. Jeżeli skład orzekający uważa, że uchwała jest błędna, jego obowiązkiem jest wystąpić z powrotem do składu siódemkowego i powiedzieć: "nie zgadzamy się, rozstrzygnijcie to ponownie". Tymczasem skład NSA w sprawie Cupriak-Trojan tę procedurę po prostu pominął i od razu zwrócił się do TSUE. Już to jedno świadczy o wadliwości całego tego wyroku. W tej sytuacji trudno oprzeć się wrażeniu, że oba te wyroki – TSUE i podążającego za nim NSA – mają służyć przede wszystkim jako swoista "podkładka prawna" dla działań rządu, które bez nich nie miałyby cienia legalności. To pretekst przygotowany z wyprzedzeniem. Ma on stworzyć wrażenie, że uznawanie zawartych za granicą "małżeństw" osób tej samej płci wynika nie z decyzji politycznej polskich władz, lecz z konieczności dostosowania się do prawa europejskiego. W rzeczywistości tak nie jest, ale właśnie tak ma to wyglądać na zewnątrz.

Szef MSWiA Marcin Kierwiński zapowiedział, że w ciągu najbliższych dni zostanie podpisane rozporządzenie zmieniające wzory aktu małżeństwa (wcześniej podpisane przez ministra cyfryzacji) – w nowym wzorze jednoznaczne pola »mężczyzna« i »kobieta« zastąpione zostają dwiema identycznymi rubrykami »Mężczyzna/Kobieta – wybrać odpowiednie«, co ma umożliwić wpisanie dwóch osób tej samej płci. Czy rozporządzeniem może dokonać takiej zmiany?

Postawmy pytanie szerzej: czy rozporządzeniem – aktem wykonawczym – można zmienić akty wyższego rzędu? Bo w grę wchodzą tu trzy poziomy: art. 18 Konstytucji RP, definiujący małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny; art. 1 § 1 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, zgodnie z którym małżeństwo zostaje zawarte przez "jednocześnie obecnych mężczyznę i kobietę"; oraz art. 107 Prawa o aktach stanu cywilnego, o którym mówiłem przed chwilą. Konstytucja, kodeks, ustawa zwykła – wszystko to ma zostać de facto unieważnione rozporządzeniem. Sytuacja nie do pomyślenia. Akt wykonawczy może tylko wykonać to, co ustawa wyraźnie zleca i wyłącznie w granicach udzielonego upoważnienia. A ustawa upoważnia ministra do określenia jedynie wzoru aktu małżeństwa – czyli technicznych detali regulacji już zapisanej w ustawie, i nic ponadto. Zapowiadane rozporządzenie wykracza poza to upoważnienie w sposób oczywisty – ma w praktyce zredefiniować instytucję małżeństwa, której kształt został rozstrzygnięty w Konstytucji i w kodeksie. To kpina z zasady legalizmu i jawne naruszenie art. 92 Konstytucji.

Czy to oznacza, że gdyby utrwaliła się praktyka "naprawiania" ustaw rozporządzeniami, to konsekwencje sięgnęłyby znacznie dalej niż jedna sprawa transkrypcji?

Oczywiście. Jeśli rozporządzeniem można modyfikować albo wręcz unieważniać regulacje ustawowe w jednej sprawie, to nic nie stoi na przeszkodzie, by zrobić to samo w każdej innej – z wolnością słowa czy prawem własności włącznie. Logika jest taka sama, postępowanie takie samo, ograniczeń żadnych. Tyle, że wtedy nie ma już mowy o hierarchii źródeł prawa ani o państwie prawa w ogóle – jest wola polityczna ministra, ubrana w formę rozporządzenia.

Czy teraz będzie tak wyglądać, że pary homoseksualne będą wyjeżdżać za granicę, zawierać tam związki małżeńskie i – na podstawie transkrypcji – automatycznie uznawane za małżeństwo w Polsce?

Tego oczywiście chcieliby aktywiści LGBT, ale to nie jest takie proste – co potwierdzają przedstawiciele rządu. Sama transkrypcja nie czyni jeszcze z dwóch osób małżeństwa w rozumieniu polskiego prawa, ani nie otwiera dostępu do uprawnień małżeńskich w prawie podatkowym, ubezpieczeniowym, spadkowym i tak dalej. Do tego potrzebna byłaby ustawa – jak projektowana ustawa o statusie osoby najbliższej czyli de facto o związkach partnerskich. Na to samo zwrócił zresztą uwagę NSA w uzasadnieniu wyroku z 20 marca: kwestia transkrypcji jest osobna od kwestii skutków prawnych. Powstaje natomiast stan dwuznaczności, który na pewno będzie wykorzystywany – przed urzędem skarbowym, przed ZUS, w sprawach spadkowych. Środowiska LGBT zapowiadają to zresztą otwarcie: "resztę wywalczymy w sądach". I to jest właściwy cel całej operacji. Transkrypcja sama w sobie jest tylko pierwszym krokiem – krokiem strategicznym, otwierającym front sądowy, na którym kolejne uprawnienia mają być wyrywane jedno po drugim. Aż wreszcie dojdziemy do punktu, w którym ktoś powie: skoro w praktyce te związki są już niemal małżeństwami, to zalegalizujmy je formalnie.

Załóżmy, że dojdzie do zmiany rządu na bardziej prawicowy i przyszły rząd będzie chciał odejść od transkrypcji. Czy będzie to w ogóle możliwe?

Samo rozporządzenie można uchylić bez większych trudności – nowy minister cyfryzacji zrobi to jednym aktem wykonawczym. Zresztą, niezależnie od zmiany rządu, rozporządzenie w obecnym kształcie jest oczywiście niekonstytucyjne i powinno paść po skardze do Trybunału Konstytucyjnego złożonej przez którykolwiek z podmiotów wskazanych w art. 191 ust. 1 pkt 1 Konstytucji – w pierwszej kolejności przez Prezydenta Karola Nawrockiego. Znacznie trudniejsze będzie natomiast uporanie się z jego skutkami, bo na podstawie tego rozporządzenia zostanie zapewne dokonana określona liczba transkrypcji. Akt transkrypcji – jako akt stanu cywilnego – można unieważnić wyłącznie na drodze sądowej, w trybie art. 39 Prawa o aktach stanu cywilnego. Legitymację do wystąpienia z wnioskiem ma osoba zainteresowana, kierownik urzędu stanu cywilnego oraz prokurator. Pytanie więc nie brzmi, czy prokurator może wystąpić, lecz czy zechce – i jak orzeknie konkretny skład sądu. Realnie należy się spodziewać, że w części przypadków akty zostaną unieważnione, a w części pozostaną w obiegu. Niezależnie jednak od tego, ilu transkrypcji uda się skutecznie podważyć w trybie sądowym, kluczowe jest co innego: rozstrzygnięcie, jakie skutki prawne wywołuje – a właściwie: czy w ogóle jakiekolwiek wywołuje – transkrybowany akt zagranicznego "małżeństwa" osób tej samej płci. Jeżeli ustawodawca jednoznacznie potwierdzi to, co i tak wynika z art. 18 Konstytucji RP oraz art. 1 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego – że taki związek, jako sprzeczny z podstawowymi zasadami porządku prawnego Rzeczypospolitej, nie wywołuje na jej terytorium skutków przewidzianych dla małżeństwa – to akty transkrypcji, które pozostaną w obiegu, sprowadzą się do adnotacji pozbawionej skutków materialnoprawnych. Nie będą podstawą wspólnego rozliczenia podatkowego, dziedziczenia ustawowego w klasie pierwszej, świadczeń z ubezpieczeń społecznych przewidzianych dla małżonków, prawa do odmowy zeznań ani żadnego innego z uprawnień, które polski porządek prawny rezerwuje dla małżeństwa. Drugorzędne jest więc, ile aktów uda się usunąć z rejestru, a ile w nim pozostanie – jeżeli równolegle zamkniemy drogę do wywodzenia z nich jakichkolwiek konsekwencji prawnych, pozostaną one martwą literą. W Ordo Iuris przygotowujemy projekt ustawy, który właśnie temu ma służyć.

A co z postępowaniem przed Trybunałem Konstytucyjnym? Grupa posłów zaskarżyła nową interpretację art. 104 ust. 5 oraz art. 107 pkt 3 PASC – sprawa toczy się pod sygn. K 10/26. Czy spodziewa się Pan, że TK przetnie ten węzeł?

Postępowanie K 10/26 jest istotne – i Ordo Iuris przedłożyło już Trybunałowi swoją opinię amicus curiae ("przyjaciela sądu"). Wnioskodawcy zakwestionowali nową normę prawną wykreowaną przez Naczelny Sąd Administracyjny, i przypisana przez NSA do art. 104 ust. 5 i art. 107 pkt 3 PASC. Innymi słowy: Trybunał ma rozstrzygnąć, czy NSA wyrokiem z 20 marca 2026 r. nie wkroczył w rolę ustawodawcy, tworząc – w drodze precedensu – nową normę prawną, której Konstytucja jako źródła prawa nie zna. Korzystne rozstrzygnięcie TK byłoby najszybszą i najczystszą drogą do przywrócenia stanu konstytucyjnego, bo usunęłoby z porządku prawnego wykładnię, którą NSA przypisał obu przepisom, i przywróciłoby ich pierwotną treść – tę, która przez ponad dekadę była jednolicie stosowana w orzecznictwie sądowoadministracyjnym, w tym w uchwale siedmiu sędziów NSA z 2 grudnia 2019 r. (II OPS 1/19). Wyrok TK nie usunąłby wprawdzie samego rozporządzenia Ministra Cyfryzacji – to wymaga odrębnej skargi w trybie art. 188 ust. 3 Konstytucji – ale podważyłby jego ratio legis: skoro transkrypcja zagranicznego "małżeństwa" jednopłciowego pozostawałaby niedopuszczalna, dostosowywanie wzorów aktu małżeństwa pod tę praktykę traciłoby jakikolwiek sens.

Źródło: DoRzeczy.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...